Dlaczego nie wolno golić kotów długowłosych? Sierść to nie dekoracja

Koty długowłose są długowłose z jakiegoś powodu. Ich sierść to nie ozdoba, którą można dowolnie „przycinać”, tylko ważny element ochrony całego organizmu. Reguluje temperaturę ciała, chroni skórę przed urazami i słońcem, a do tego wpływa na to, jak kot czuje własne ciało i jak jest odbierany przez inne zwierzęta. Kiedy golimy kota „na łyso” bez wyraźnych wskazań medycznych, zabieramy mu naturalną tarczę ochronną i wprowadzamy niepotrzebny stres.

 
Jeżeli ktoś nie chce mieć w domu sierści, powinien od razu wybrać kota krótkowłosego albo w ogóle zrezygnować z kota, zamiast przerabiać długowłosego zwierzaka na coś, czym z natury nie jest.

Sierść to naturalna klimatyzacja, nie kołdra do zdjęcia

Dość powszechny mit mówi: „ogolę kota, będzie mu lżej w upały”. W rzeczywistości sierść działa jak izolacja – zarówno przed zimnem, jak i przed przegrzaniem. Warstwa włosów tworzy bufor powietrza, który stabilizuje temperaturę przy skórze.
 
Po ogoleniu kot jest bardziej narażony na przegrzanie, bo promienie słoneczne i ciepło docierają bezpośrednio do skóry. Jednocześnie szybciej marznie, bo traci naturalną warstwę izolacji. Organizm musi intensywniej pracować, by utrzymać prawidłową temperaturę ciała, co dla zwierzęcia jest dodatkowym obciążeniem. Zamiast maszynki do strzyżenia lepszym wyborem w upały jest chłodniejsze pomieszczenie, dostęp do świeżej wody, zacienione miejsca do odpoczynku czy maty chłodzące.

Ogolona skóra jest bezbronna

Sierść chroni delikatną kocią skórę przed promieniowaniem UV, mikrourazami i podrażnieniami mechanicznymi. Gdy jej zabraknie, skóra staje się bezbronna. Ogolony kot łatwiej ulega oparzeniom słonecznym, szczególnie jeśli ma jasną, różową skórę. Pojawiają się zaczerwienienia, świąd, otarcia i zadrapania. Skóra bez ochrony jest też bardziej podatna na infekcje bakteryjne i grzybicze.
 
Często tworzy się błędne koło: golenie powoduje dyskomfort, swędzenie i podrażnienie, kot zaczyna się intensywnie drapać lub wylizywać, dochodzi do stanów zapalnych, a potem znów pojawiają się kolejne „zabiegi ratunkowe”, maści, kołnierze. Tego można zwyczajnie uniknąć – zostawiając sierść tam, gdzie jej miejsce.

Utrata sierści to także stres i dyskomfort psychiczny

Dla wielu kotów nagła utrata sierści jest potężnym stresem. Nagle wszystko „czuć inaczej”: podłoże jest twardsze, zimniejsze lub szorstkie, dotyk dłoni odczuwany jest inaczej niż wcześniej, każde muśnięcie powietrza czy przeciągu staje się bardziej wyraźne. Kot czuje się dosłownie nagi i bezbronny.
 
Taki zabieg może skutkować wycofaniem, unikaniem ludzi, agresją z lęku, nadmiernym wylizywaniem czy autoagresją. Część zwierząt potrzebuje dużo czasu, żeby ponownie zaufać opiekunowi, który „zafundował” im taką traumę – nawet jeśli intencje były dobre.

Golenie nie rozwiązuje problemu kołtunów

Częsty argument padający w obronie maszynki brzmi: „muszę golić, bo robią się kołtuny”. Problem w tym, że kołtuny najczęściej wynikają z braku systematycznej pielęgnacji, źle dobranych akcesoriów, ubogiej diety lub problemów zdrowotnych, które utrudniają kotu samodzielną pielęgnację (np. ból kręgosłupa, stawów, otyłość).
 
Golenie usuwa skutek, a nie przyczynę. Co więcej, sierść po takim zabiegu nierzadko odrasta gorszej jakości: bardziej miękka, „watowata”, matowa i o większej tendencji do filcowania. W efekcie opiekun wpada w pułapkę: zaniedbana pielęgnacja – kołtuny – golenie – gorzej rosnąca sierść – jeszcze więcej kołtunów.
 
Zamiast maszynki warto postawić na regularne czesanie odpowiednimi narzędziami (dobry grzebień, szczotka, ewentualnie ostrożnie używany furminator), poprawę diety i konsultację z lekarzem weterynarii w przypadku kotów starszych, otyłych lub chorych. Często to właśnie leczenie bólu czy redukcja masy ciała sprawia, że kot sam zaczyna lepiej dbać o sierść.

Ryzyko urazów podczas samego zabiegu

Koty rzadko znoszą golenie spokojnie. Maszynka hałasuje, wibruje, wymaga unieruchomienia zwierzęcia w niewygodnych pozycjach. Kocia skóra jest cienka i elastyczna, łatwo ją naciąć, zwłaszcza w pachwinach, pod pachami, na brzuchu czy wokół sutków. Skaleczenia zdarzają się bardzo często, nawet u osób, które „mają doświadczenie”.
 
Jeśli zabieg jest wykonywany w gabinecie weterynaryjnym, często konieczna jest sedacja lub znieczulenie, co zawsze wiąże się z ryzykiem powikłań. Warto zadać sobie pytanie: czy naprawdę warto narażać kota na takie ryzyko tylko po to, by mieć mniej sierści w domu?

Zmiana zapachu i wyglądu – problem w wielokocich domach

Koty rozpoznają się po zapachu, wyglądzie i sylwetce. Mocno ogolony kot może zostać potraktowany przez inne zwierzęta jak obcy intruz. Zdarza się, że dotychczasowe relacje w grupie się psują – pojawia się warczenie, syczenie, odganianie, a nawet ataki. Zwierzę, które wróciło „inne”, może mieć problem z powrotem do stada, co generuje kolejną porcję stresu, tym razem dla całej kociej ekipy.

Kiedy golenie ma sens?

Żeby zachować uczciwość – istnieją sytuacje, kiedy częściowe wygolenie sierści jest uzasadnione. Należą do nich zabiegi medyczne (operacje, badania USG), pielęgnacja ciężkich, zbitych filców, których nie da się już bezboleśnie rozczesać, czy konieczność ogolenia okolicy rany, żeby ułatwić jej leczenie. To jednak zawsze są sytuacje wyjątkowe, nastawione na ratowanie zdrowia, a nie kwestia wygody czy estetyki.

Jeśli nie chcesz kłaków – nie wybieraj kota długowłosego

Długowłosy kot będzie gubił sierść. Będzie wymagał czesania, odpowiedniej diety i odrobiny cierpliwości. To pakiet, w który wchodzimy świadomie – albo wcale. Ogolenie go „na krótko”, bo ktoś nie chce sprzątać, nie rozwiązuje problemu. Zdejmuje za to z opiekuna odpowiedzialność, przerzucając konsekwencje na zwierzę: jego skórę, komfort, psychikę i bezpieczeństwo.
 
Jeżeli ktoś nie akceptuje kłaków, nie ma czasu na pielęgnację albo z góry wie, że regularne czesanie będzie go przerastać, lepszym wyborem jest kot krótkowłosy albo inne zwierzę. Próba „dopasowania” długowłosego kota do swoich oczekiwań za pomocą maszynki kończy się najczęściej cierpieniem po stronie zwierzęcia.
 
Koty długowłose są właśnie po to, by były długowłose: majestatyczne, puchate, czasem trochę „zmechacone”, ale w pełni sobą. Naszą rolą jako opiekunów nie jest poprawianie natury, tylko zapewnienie im warunków, w których ich naturalna sierść jest atutem – a nie pretekstem do radykalnych zabiegów.
 
Zgłoś swój pomysł na artykuł

Więcej w tym dziale Zobacz wszystkie